Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lech Kaczyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lech Kaczyński. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 kwietnia 2010

Kondukt dojechał do Pałacu Prezydenckiego



Zgromadzeni na ulicach Warszawy Polacy, płacząc, rzucając kwiaty, śpiewając hymn narodowy, pożegnali Prezydenta.

Trumna z ciałem Lecha Kaczyńskiego została w uroczystym kondukcie przewieziona do Pałacu Prezydenckiego. Tam, w kaplicy, z Prezydentem pożegna się jego najbliższa rodzina: brat i córka.


Ciała innych ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu zostaną przetransportowane do Polski najprawdopodobniej w dwóch transportach maszynami wojskowymi. Szczegóły mają ustalić strony polska i rosyjska.


źródło: Niezależna.pl

szacunek dla zmarłych Polaków ( po rosyjsku ) - foto


źródło: komsomolskaja prawda.ru 

Katastrofa w Katyniu - "To się samo nie stało"



Anna Pietraszek: "Ta lista pasażerów krążyła po prostu ot tak, już od kilku dni, z maili na maile"



O tym, że lista pasażerów była znana wszystkim od dawna; że polskie służby miały obowiązek nie dopuścić do lotu prezydenta, polityków i generałów jednym samolotem; o tym, że prezydent miał kilka dni temu postanowienie wyjazdu do Katynia pociągiem z wdowami i sierotami katyńskimi... - o tym wszystkim w rozmowie z Robertem Witem Wyrostkiewiczem mówi red. Anna Pietraszek, doradca zarządu Telewizji Polskiej w wywiadzie dla Portalu NaszaPolska.PL.



Jak to możliwie, że miała Pani listę pasażerów kilka dni przed tragicznym odlotem prezydenckiego Tupolewa?



Dostałam tę listę od młodych dziennikarzy, którzy prosili mnie o radę z kim przeprowadzić ewentualnie wywiady. Ta lista pasażerów krążyła po prostu ot tak, już od kilku dni, z maili na maile. Potem siedziałam w domu, to było w poniedziałek, i zastanawiałam się jak to możliwe, że ja mam pełną listę generałów, kapelanów, polityków, którzy lecą z prezydentem i że ta lista jest w obiegu. Wierzyć mi się nie chciało, że oni wszyscy są na tej jednej liście. Pomyślałam, że może będą rozdzieleni, że może to tylko lista obecności w Katyniu. Nie mogłam tego pojąć i niestety wziąć na serio. Generał Skrzypczak mówił niedawno w telewizji, że po wypadku Casy podkreślano wymóg bezpieczeństwa, że kiedy leci kilku dowódców to trzeba ich rozdzielać, a przecież z polskimi generałami leciał prezydent, nie tylko głowa państwa, ale zwierzchnik sił zbrojnych, osoba odpowiedzialna za całe bezpieczeństwo kraju! Trzeba teraz zwrócić uwagę na to jakim cudem znaleźli się w jednym samolocie generałowie, politycy i sam prezydent? Jakim cudem ta lista krążyła od tak po Internecie? Jakim cudem!? Czy nasz prezydent był tak kompletnie pozbawiony ochrony? Kto pracował nad tym, żeby on był tak nagi? Czy nikt nie myślał o ich ochronie?... Niemożliwe. To się samo nie stało.



Mówiła Pani niedawno o podróży prezydenta Kaczyńskiego do Katynia pociągiem. Razem z rodzinami katyńskimi. Taki wariant podróży potwierdził Pani również tragicznie zmarły w tej katastrofie minister Stasiak. Niestety w ostatniej chwili prezydent podjął decyzję lub ktoś go przekonał do lotu drogą powietrzną. Co Pani o tym sądzi?



Rozmawiałam niedawno z ministrem Stasiakiem. Rozmowa dotyczyła kwestii transmisji, które były planowane od dawna w Telewizji Polskiej. I to co powiem za chwilę mówię z pełną odpowiedzialnością jako doradca zarządu Telewizji Polskiej. Przez godzinę rozmawiałam z ministrem Stasiakiem. Przekazałam nie tylko swoje rady medialne, ale przede wszystkim doświadczenie. Robiłam bowiem pierwszą transmisję satelitarną z Katynia. Wymyśliłam ją i doprowadziłam do realizacji jako świeżo upieczona absolwentka Akademii Obrony Narodowej. Zresztą, gdybym nie skończyła akademii nigdy nie zrobiłabym tej transmisji i naraziła telewizję na wielkie niebezpieczeństwo. Teraz właśnie minister Stasiak pytał mnie o sprawy chronienia przekazu medialnego tam w Katyniu. Powiedziałam mu wszystko co mówiło mi moje doświadczenie; na co należy zwracać uwagę. Czego się strzec. I wtedy też odważnie zasugerowałam, żeby prezydent pojechał z wdowami katyńskimi pociągiem. Byłby to najbezpieczniejszy środek transportu. Po drugie, media mogłyby zobaczyć prezydenta, najważniejszego człowieka w państwie, który zauważył wdowy, sieroty katyńskie. Prezydenta, który byłby z nimi. Do tego pani Maria Kaczyńska, cudowny człowiek, który miał wspaniały kontakt z ludźmi starymi... Prezydent się zgodził. Dostałam informację, że prezydent podchwycił ten pomysł, że pojedzie z wdowami i sierotami katyńskimi pociągiem. Zaczęliśmy myśleć, żeby wysłać na bieżąco informacje z satelity z tej podróży prezydenta pociągiem do Katynia. Potem przyszła wiadomość, że tak go obsiedli, że jest decyzja, że poleci, a te wdowy pojadą same. Pomyślałam sobie, kolejny prezydent, który nie docenił wdów i dzieci katyńskich. Ktoś mu to odradził. Ktoś mu to odebrał... Ciekawe dlaczego?...



Jest Pani doktorantką Akademii Obrony Narodowej – Podyplomowego Studium Operacyjno-Strategicznego. Ukończyła Pani elitarne szkolenia NATO. Jak Pani ocenia fakt, że służby specjalne dopuściły do lotu jednym samolotem prezydenta, polityków, generalicji Wojska Polskiego i wielu najważniejszych osób w państwie?



Odpowiadam: to niemożliwe, żeby do takiej sytuacji dopuścić. Na rozum zwykłej absolwentki Akademii Obrony Narodowej, wiem, że to na logikę nie jest możliwe. Jeśli ktoś myślał nad przygotowaniem tego lotu, a zapewne myśleli różni ludzie, to ktoś myślał, żeby stało się tak jak się stało. Nie widzę innego wyjaśnienia. Komuś zależało, żeby tak się stało. Szef sztabu... dowódcy... niemożliwe. Ktoś nad tym myślał. Nie jesteśmy państwem głupków. Nie jesteśmy też wojskiem ciemniaków. Mamy służby specjalne i mamy Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Mamy generałów z prawdziwego zdarzenia z nominacji natowskich. Nie jest możliwe, żeby taka głupota zawładnęła wszystkimi i żeby doszło do wysłania najważniejszych w państwie osób jednym samolotem.



Znała Pani wiele osób z listy pasażerów tragicznie zmarłych w wypadku samolotu Tupolew. Czy serce pomieścić może tyle strat na raz, w jednym momencie?



W sercu wszystko się może zmieścić. Tam jest cała miłość do Polski. Ale w głowie to mi się wszystko nie mieści (płacz). Żeby mieć takich wspaniałych ludzi i ich nie chronić... to kim my jesteśmy? To jaką my mamy policje, BOR, służby?



W chwili napływania informacji o tragedii była Pani w studio telewizyjnym, aby komentować zaplanowane wcześniej uroczystości w Katyniu. To było chyba najtrudniejsze studio telewizyjne w Pani życiu...



To była najprawdopodobniej moja najcięższa próba dziennikarska, żeby się opanować; żeby sprostać. Kiedy wchodziłam do studia układałam sobie w głowie ile trzeba mówić o księdzu Peszkowskim, kapelanie Rodzin Katyńskich. Chciałam, żeby o nim usłyszeli Polacy. Chciałam, żeby dotarło do ludzi, że apel pojednania i przebaczenia miał miejsce 15 lat temu, a nie podczas środowego spotkania Tuska i Putina. A o tej środzie premiera Tuska mogę powiedzieć, że to była czarna środa. Nie było ani jednego świadka Katynia. Nie wspomniano o księdzu Peszkowskim nawet słowem. A kiedy w czasie antenowym były wolne chwile i moje ekipy dobijały się, aby puścić materiał przygotowany o orędziu księdza Peszkowskiego do narodu polskiego wygłoszonym w kwietniu 1995 roku, do wszystkich polityków, do wszystkich dowódców, do całego narodu, to z telewizji przychodziła odpowiedź, że nie. A ciekawe dlaczego? Czyżby ksiądz Peszkowski miał odebrać splendory środowego wydarzenia? Dzisiaj chciałam o tym mówić w studio telewizyjnym.



Politycy, zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwosci, generalicja WP, duchowni, prezes IPN, prezes PKO, naukowcy, dyplomaci... kwiat polskiego Narodu zginął w Katyniu - można powiedzieć - po raz drugi. Co dalej z Polską?



Popatrzmy chociaż tylko na Janusza Kurtykę, na pana prezesa IPN. Przecież to był młody człowiek, który połowę swojego życia dorastał do swej roli politycznej, wybitnej, wyjątkowej, trudnej. Te 20 lat młodości, to połowa jego życia. Odtworzyć takiego drugiego człowieka tego formatu, to kolejne 40 lat. I może znowu o to chodziło... Przecież teraz finalizują się śledztwa IPN. Finalizuje się sprawa zachowania istoty IPN, czy w ogóle istnienia Instytutu. Największe śledztwo IPN to śledztwo dotyczące zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki i zabójstw dziesiątek innych księży. Było przecież komando, które mordowało księży. Mieliśmy nadzieję, że to śledztwo zostanie skończone przed beatyfikacja księdza Jerzego. Ale nie ma prezesa Kurtyki… Czy to przypadek? 2 września 1999 roku wyszłam ze szpitala w Aninie, gdzie leżał ciężko chory ksiądz Peszkowski. Nie wiadomo było czy przeżyje. Znalazłam się w takim miejscu, gdzie fetowano sukcesy pana Komorowskiego. Miał swoje święto. I tam spotkałam oficera Urzędu Ochrony Państwa. Nie powiem czy mężczyznę czy kobietę. Ten oficer UOP wziął mnie na słowo i zapytał: "To jak ten Twój ksiądz? Żyje jeszcze?" Powiedziałam mu, że martwimy się bardzo czy przeżyje do rana. Usłyszałam wtedy coś strasznego. Oficer UOP powiedział: "Niech zdycha. Niech zdycha ten czarny, co nam tylko przeszkadza". Nigdy tych słów nie zapomnę. Oficer UOP... 99 rok... Więc jaką my mamy wolną Polskę? Jaką my mamy wolną Polskę, kiedy teraz ich wszystkich już nie ma?



Dziękuję Pani za rozmowę


Rozmawiał Robert Wit Wyrostkiewicz



źródło: Konserwatyzm.pl

poniedziałek, 24 listopada 2008

A wszystko z troski o "mir"...

Jeden z redaktorów Gazety Wyborczej oznajmił światu, że Lech Kaczyński sam jest sobie winien, że został ostrzelany. Najwidoczniej zdaniem Wyborczej czymś naturalnym dla Rosji jest ostrzeliwanie prezydentów sąsiednich państw i nie należy od Federacji Rosyjskiej oczekiwać zaprzestania tych praktyk. Natomiast w celu zachowania pokoju za wschodnią granicą, nie wolno drażnić Moskwy, tylko łagodnym głosem nakłaniać do nieagresji.

Autor tekstu nie dość, że strofuje niegrzecznego Prezydenta RP, który tym razem "przesadził", to jeszcze dzieli się z czytelnikami wizją globalnego konfliktu, który mogłaby wywołać śmierć Lecha Kaczyńskiego, gdyby został śmiertelnie raniony. Aż dziwne, że w tym miejscu nie poruszono kwestii tarczy antyrakietowej, która jakoś osobliwie irytuje Rosję, jak wiadomo, od zawsze miłującą pokój.

Co jeszcze doradzi GW z troski o mir ?

Rozwiązać polską armię, nie jątrzyć Katyniem, nie nużyć krytyką PRL-u, nie wypominać łagrów a już najlepiej zniknąć z mapy Europy?

Z utęsknieniem czekamy na kolejne pomysły.

wtorek, 21 października 2008

"Rząd mijał się z prawdą. Prezydent prosił o samolot"

"WIADOMOŚCI DNIA

Online, opublikowany 20.10.2008

Rząd mijał się z prawdą. Prezydent prosił o samolot

Kancelaria Premiera i Pałac Prezydencki zgłosiły zamówienie na samolot tego samego dnia, na dwa tygodnie przed szczytem w Brukseli. Premier był szybszy o... 23 minuty. Nie zmienia to jednak faktu, że Kancelaria Premiera od początku nie zamierzała umożliwić prezydentowi przelotu do Brukseli.

pic



Potrzebę wylotu premiera Donalda Tuska na szczyt do Brukseli zgłoszono na 23 minuty przed tym, jak do urzędu wpłynęło analogiczne pismo z Kancelarii Prezydenta. Z porównania dokumentów, do których dotarł "Dziennik", wynika, że 3 października o godz.9:54 z departamentu spraw zagranicznych do szefa Kancelarii Premiera przyszedł faks z prośbą o zarezerwowanie samolotu do Brukseli na 15 i 16 października. Chwilę później przyszedł w tej samej sprawie faks z Pałacu Prezydenckiego.

Zbieżność czasowa tej korespondencji jest zagadkowa. Kancelaria Premiera była szybsza, nie zmienia to jednak faktu, że od początku nie zamierzała umożliwić prezydentowi przelotu do Brukseli. To wniosek, jak wypływa z korespondencji między Kancelariami Prezydenta i Premiera, do której dotarł RMF FM.

Przeczy to temu, co jeszcze w sobotę w Kontrapunkcie RMF FM i "Newsweeka" mówił wicepremier Grzegorz Schetyna. - Samolot nie wrócił z Brukseli po prezydenta, bo nikt o to nie prosił - twierdzi ł Schetyna. Jeżeli byłaby rozmowa, sugestia, pismo, że samolot powinien wrócić, nie byłoby z tym problemów - mówił wicepremier. Schetyna zapewnił, że Tomasz Arabski, który poinformował Kancelarię Prezydenta, że maszyna nie wróci po Lecha Kaczyńskiego, może spać spokojnie (czytaj więcej >>).

Z kolei wersja ministra obrony narodowej Bogdana Klicha jest taka: - Na szczyt Unii Europejskiej w Brukseli leci tylko premier wraz z delegacją rządową. Pilot drugiego samolotu się rozchorował - mówił w Kontrapunkcie RMF FM i Newsweeka Klich (czytaj więcej >>).

Jednak z wymiany pism między premierem a prezydentem wyłania się jeszcze inny obraz. Kancelaria Prezydenta zamawia samolot 3 października, po czym uznaje, że sprawa jest załatwiona. Z drugiej strony nie ma żadnych odpowiedzi ani żadnych sugestii, iż samolotu mogłoby nie być, choćby ze względu na chorobę pilota. Na dwa dni przed wylotem szef pułku informuje obie strony, że ma kłopot, bo samolot jest tylko jeden.

Pismo ministra Arabskiego nie pozostawia żadnych złudzeń. Szef Kancelarii Premiera wydaje polecenie, iż Tupolew ma pozostać do wyłącznej dyspozycji premiera - ma stać niewykorzystany w Brukseli przez trzy dni. To trochę dziwne, ponieważ do tej pory zwykle samoloty wracały do Warszawy. Jak się nieoficjalnie dowiedziała reporterka RMF FM Agnieszka Burzyńska, piloci owej maszyny byli całkowicie zaskoczeni tym, że mają w Brukseli pozostać i w ostatniej chwili zamawiali hotel.

Kancelaria Prezydenta podejmuje jeszcze jedną próbę. 15 października, czyli w dniu rozpoczęcia szczytu, rano wysyła prośbę o dwie małe maszyny Jak 40. W odpowiedzi z Kancelarii Premiera przychodzi faks i informacja, że "delegacja w składzie określonym przez premiera udała się już do Brukseli, w związku z powyższym wniosek uważam za bezzasadny".

Zobacz >>faks wysłany z Kancelarii Prezydenta RP.
AŚ/RMF FM

źródło: http://www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?Artykul=30670"