niedziela, 11 kwietnia 2010

Katastrofa w Katyniu - "To się samo nie stało"



Anna Pietraszek: "Ta lista pasażerów krążyła po prostu ot tak, już od kilku dni, z maili na maile"



O tym, że lista pasażerów była znana wszystkim od dawna; że polskie służby miały obowiązek nie dopuścić do lotu prezydenta, polityków i generałów jednym samolotem; o tym, że prezydent miał kilka dni temu postanowienie wyjazdu do Katynia pociągiem z wdowami i sierotami katyńskimi... - o tym wszystkim w rozmowie z Robertem Witem Wyrostkiewiczem mówi red. Anna Pietraszek, doradca zarządu Telewizji Polskiej w wywiadzie dla Portalu NaszaPolska.PL.



Jak to możliwie, że miała Pani listę pasażerów kilka dni przed tragicznym odlotem prezydenckiego Tupolewa?



Dostałam tę listę od młodych dziennikarzy, którzy prosili mnie o radę z kim przeprowadzić ewentualnie wywiady. Ta lista pasażerów krążyła po prostu ot tak, już od kilku dni, z maili na maile. Potem siedziałam w domu, to było w poniedziałek, i zastanawiałam się jak to możliwe, że ja mam pełną listę generałów, kapelanów, polityków, którzy lecą z prezydentem i że ta lista jest w obiegu. Wierzyć mi się nie chciało, że oni wszyscy są na tej jednej liście. Pomyślałam, że może będą rozdzieleni, że może to tylko lista obecności w Katyniu. Nie mogłam tego pojąć i niestety wziąć na serio. Generał Skrzypczak mówił niedawno w telewizji, że po wypadku Casy podkreślano wymóg bezpieczeństwa, że kiedy leci kilku dowódców to trzeba ich rozdzielać, a przecież z polskimi generałami leciał prezydent, nie tylko głowa państwa, ale zwierzchnik sił zbrojnych, osoba odpowiedzialna za całe bezpieczeństwo kraju! Trzeba teraz zwrócić uwagę na to jakim cudem znaleźli się w jednym samolocie generałowie, politycy i sam prezydent? Jakim cudem ta lista krążyła od tak po Internecie? Jakim cudem!? Czy nasz prezydent był tak kompletnie pozbawiony ochrony? Kto pracował nad tym, żeby on był tak nagi? Czy nikt nie myślał o ich ochronie?... Niemożliwe. To się samo nie stało.



Mówiła Pani niedawno o podróży prezydenta Kaczyńskiego do Katynia pociągiem. Razem z rodzinami katyńskimi. Taki wariant podróży potwierdził Pani również tragicznie zmarły w tej katastrofie minister Stasiak. Niestety w ostatniej chwili prezydent podjął decyzję lub ktoś go przekonał do lotu drogą powietrzną. Co Pani o tym sądzi?



Rozmawiałam niedawno z ministrem Stasiakiem. Rozmowa dotyczyła kwestii transmisji, które były planowane od dawna w Telewizji Polskiej. I to co powiem za chwilę mówię z pełną odpowiedzialnością jako doradca zarządu Telewizji Polskiej. Przez godzinę rozmawiałam z ministrem Stasiakiem. Przekazałam nie tylko swoje rady medialne, ale przede wszystkim doświadczenie. Robiłam bowiem pierwszą transmisję satelitarną z Katynia. Wymyśliłam ją i doprowadziłam do realizacji jako świeżo upieczona absolwentka Akademii Obrony Narodowej. Zresztą, gdybym nie skończyła akademii nigdy nie zrobiłabym tej transmisji i naraziła telewizję na wielkie niebezpieczeństwo. Teraz właśnie minister Stasiak pytał mnie o sprawy chronienia przekazu medialnego tam w Katyniu. Powiedziałam mu wszystko co mówiło mi moje doświadczenie; na co należy zwracać uwagę. Czego się strzec. I wtedy też odważnie zasugerowałam, żeby prezydent pojechał z wdowami katyńskimi pociągiem. Byłby to najbezpieczniejszy środek transportu. Po drugie, media mogłyby zobaczyć prezydenta, najważniejszego człowieka w państwie, który zauważył wdowy, sieroty katyńskie. Prezydenta, który byłby z nimi. Do tego pani Maria Kaczyńska, cudowny człowiek, który miał wspaniały kontakt z ludźmi starymi... Prezydent się zgodził. Dostałam informację, że prezydent podchwycił ten pomysł, że pojedzie z wdowami i sierotami katyńskimi pociągiem. Zaczęliśmy myśleć, żeby wysłać na bieżąco informacje z satelity z tej podróży prezydenta pociągiem do Katynia. Potem przyszła wiadomość, że tak go obsiedli, że jest decyzja, że poleci, a te wdowy pojadą same. Pomyślałam sobie, kolejny prezydent, który nie docenił wdów i dzieci katyńskich. Ktoś mu to odradził. Ktoś mu to odebrał... Ciekawe dlaczego?...



Jest Pani doktorantką Akademii Obrony Narodowej – Podyplomowego Studium Operacyjno-Strategicznego. Ukończyła Pani elitarne szkolenia NATO. Jak Pani ocenia fakt, że służby specjalne dopuściły do lotu jednym samolotem prezydenta, polityków, generalicji Wojska Polskiego i wielu najważniejszych osób w państwie?



Odpowiadam: to niemożliwe, żeby do takiej sytuacji dopuścić. Na rozum zwykłej absolwentki Akademii Obrony Narodowej, wiem, że to na logikę nie jest możliwe. Jeśli ktoś myślał nad przygotowaniem tego lotu, a zapewne myśleli różni ludzie, to ktoś myślał, żeby stało się tak jak się stało. Nie widzę innego wyjaśnienia. Komuś zależało, żeby tak się stało. Szef sztabu... dowódcy... niemożliwe. Ktoś nad tym myślał. Nie jesteśmy państwem głupków. Nie jesteśmy też wojskiem ciemniaków. Mamy służby specjalne i mamy Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Mamy generałów z prawdziwego zdarzenia z nominacji natowskich. Nie jest możliwe, żeby taka głupota zawładnęła wszystkimi i żeby doszło do wysłania najważniejszych w państwie osób jednym samolotem.



Znała Pani wiele osób z listy pasażerów tragicznie zmarłych w wypadku samolotu Tupolew. Czy serce pomieścić może tyle strat na raz, w jednym momencie?



W sercu wszystko się może zmieścić. Tam jest cała miłość do Polski. Ale w głowie to mi się wszystko nie mieści (płacz). Żeby mieć takich wspaniałych ludzi i ich nie chronić... to kim my jesteśmy? To jaką my mamy policje, BOR, służby?



W chwili napływania informacji o tragedii była Pani w studio telewizyjnym, aby komentować zaplanowane wcześniej uroczystości w Katyniu. To było chyba najtrudniejsze studio telewizyjne w Pani życiu...



To była najprawdopodobniej moja najcięższa próba dziennikarska, żeby się opanować; żeby sprostać. Kiedy wchodziłam do studia układałam sobie w głowie ile trzeba mówić o księdzu Peszkowskim, kapelanie Rodzin Katyńskich. Chciałam, żeby o nim usłyszeli Polacy. Chciałam, żeby dotarło do ludzi, że apel pojednania i przebaczenia miał miejsce 15 lat temu, a nie podczas środowego spotkania Tuska i Putina. A o tej środzie premiera Tuska mogę powiedzieć, że to była czarna środa. Nie było ani jednego świadka Katynia. Nie wspomniano o księdzu Peszkowskim nawet słowem. A kiedy w czasie antenowym były wolne chwile i moje ekipy dobijały się, aby puścić materiał przygotowany o orędziu księdza Peszkowskiego do narodu polskiego wygłoszonym w kwietniu 1995 roku, do wszystkich polityków, do wszystkich dowódców, do całego narodu, to z telewizji przychodziła odpowiedź, że nie. A ciekawe dlaczego? Czyżby ksiądz Peszkowski miał odebrać splendory środowego wydarzenia? Dzisiaj chciałam o tym mówić w studio telewizyjnym.



Politycy, zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwosci, generalicja WP, duchowni, prezes IPN, prezes PKO, naukowcy, dyplomaci... kwiat polskiego Narodu zginął w Katyniu - można powiedzieć - po raz drugi. Co dalej z Polską?



Popatrzmy chociaż tylko na Janusza Kurtykę, na pana prezesa IPN. Przecież to był młody człowiek, który połowę swojego życia dorastał do swej roli politycznej, wybitnej, wyjątkowej, trudnej. Te 20 lat młodości, to połowa jego życia. Odtworzyć takiego drugiego człowieka tego formatu, to kolejne 40 lat. I może znowu o to chodziło... Przecież teraz finalizują się śledztwa IPN. Finalizuje się sprawa zachowania istoty IPN, czy w ogóle istnienia Instytutu. Największe śledztwo IPN to śledztwo dotyczące zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki i zabójstw dziesiątek innych księży. Było przecież komando, które mordowało księży. Mieliśmy nadzieję, że to śledztwo zostanie skończone przed beatyfikacja księdza Jerzego. Ale nie ma prezesa Kurtyki… Czy to przypadek? 2 września 1999 roku wyszłam ze szpitala w Aninie, gdzie leżał ciężko chory ksiądz Peszkowski. Nie wiadomo było czy przeżyje. Znalazłam się w takim miejscu, gdzie fetowano sukcesy pana Komorowskiego. Miał swoje święto. I tam spotkałam oficera Urzędu Ochrony Państwa. Nie powiem czy mężczyznę czy kobietę. Ten oficer UOP wziął mnie na słowo i zapytał: "To jak ten Twój ksiądz? Żyje jeszcze?" Powiedziałam mu, że martwimy się bardzo czy przeżyje do rana. Usłyszałam wtedy coś strasznego. Oficer UOP powiedział: "Niech zdycha. Niech zdycha ten czarny, co nam tylko przeszkadza". Nigdy tych słów nie zapomnę. Oficer UOP... 99 rok... Więc jaką my mamy wolną Polskę? Jaką my mamy wolną Polskę, kiedy teraz ich wszystkich już nie ma?



Dziękuję Pani za rozmowę


Rozmawiał Robert Wit Wyrostkiewicz



źródło: Konserwatyzm.pl

środa, 3 lutego 2010

"Misja specjalna" powraca!




Po nieobecności na antenie TVP wraca „Misja Specjalna”, program śledczy pod redakcją Anity Gargas. Pierwsze po przerwie wydanie przybliży postać biznesmena znanego z afery hazardowej, dobrego znajomego czołowych polityków PO, Ryszarda Sobiesiaka.

„Misja Specjalna" będzie emitowana w każdą środę wieczorem. Najbliższy program ukaże się w telewizyjnej „Jedynce” 3 lutego o godz. 23. Tym samym powróci na antenę po niemal rocznej przerwie.

Program Anity Gargas, który od 2006 r. zyskał blisko dwumilionową widownię, zniknął nagle z anteny „Jedynki”, gdy p.o. prezesa TVP został Piotr Farfał. Trudno uznać, że motywację dla decyzji skasowania programu mogły stanowić względy ekonomiczne.

Ówczesna szefowa „Jedynki” Elżbieta Szumska, nakłaniana przez kierownictwo Telewizji do zniesienia programu z ramówki, odmawiała i wykazywała brak podstaw finansowych dla skasowania programu, gdyż dochód z reklam emitowanych przy „Misji specjalnej” przewyższał wystarczająco koszt produkcji programu. Mimo to program zdjęto, a w jego zastępstwie wprowadzono audycje „Karty na stół” Andrzeja Kwiatkowskiego, które notowały zdecydowanie niższą oglądalność i szybko zostały ochrzczone przez Tomasza Rudomino z zarządu TVP nietrafionym pomysłem Farfała. Nowy program nie wypełnił powstałej pustki, a wielu widzów w tym czasie wolało po prostu zmienić kanał.

Po ogłoszeniu decyzji przez szefa TVP pod gmachem Telewizji doszło do protestu niezadowolonych widzów, a na biurko prezesa trafiło mnóstwo listów w obronie programu.

Posunięcia Piotra Farfała wspierała „Gazeta Wyborcza”, która nagle przestała ostro widzieć cienie w biografii polityka LPR.

„Misja Specjalna” od pierwszego wydania znalazła się na celowniku mainstreamowych mediów, a zasłużyła na to sobie przełamywaniem tabu, jakie stanowił ukształtowany wizerunek Adama Michnika i jego stosunek do rozliczeń z komunizmem.

Pomimo medialnej akcji zniechęcania do programu „Misja” doczekała się wiernych widzów oraz wyróżnień, jak choćby nominacji do lauru na Międzynarodowym Festiwalu Reportażu Telewizyjnego Camera Obscura czy nominacji do nagrody Grand Press. Jedną z nagród program otrzymał na przeglądzie programów śledczych w Łodzi, choć w tym czasie nie ukazywał się już na antenie.

Maciej Marosz


źródło: Niezależna.pl

wtorek, 10 listopada 2009

Myśmy Rebelianci - retransmisja kocertu De Press

11 listopada w programie 2 TVP o godz. 19.05, będzie można obejrzeć retransmisję koncertu zespołu De Press, promującego swoją najnowszą płytę "Myśmy Rebelianci", poświęconą żołnierzom antykomunistycznego podziemia. Album składa się z kilkunastu utworów, będących nowymi aranżacjami pieśni śpiewanych niegdyś w oddziałach partyzanckich.

Koncert odbył się 8 października 2009r. w gmachu Muzeum Powstania Warszawskiego, towarzyszyły mu pokazy multimedialne przywołujące m.in. archiwalne fotografie.

Istotnym elementem koncertu była obecność uczestników i świadków tamtych dramatycznych wydarzeń - "ostatnich leśnych".


teksty utworów



De Press - Marsz oddziału „Zapory”



piątek, 30 października 2009

Poseł Antoni Macierewicz o aferze hazardowej

Wystąpienie Antoniego Macierewicza, zarejestrowane w warszawskich "Hybrydach".

Część1.




Część 2.




Część 3.





źródło: http://www.youtube.com/user/idzpodprad

środa, 28 października 2009

Rozmowa z reż. Jerzym Zalewskim

Zalewski: Reżyser jako artysta musi być człowiekiem odważnym.

O potrzebie odważnego kina historycznego i antykomunistycznej partyzantce w rozmowie z portalem Fronda.pl opowiada reżyser i producent filmowy Jerzy Zalewski.

Sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój".

"Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać" - pod takim tytułem w przyszłym roku do kin trafi pana opowieść o Mieczysławie Dziemieszkiewiczu ps. Rój, żołnierzu Narodowych Sił Zbrojnych, a potem Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Dwa lata temu wyreżyserował pan dokument Elegia na śmierć "Roja". Czy to praca nad tym obrazem skłoniła pana do opowiedzenia fabularyzowanej historii partyzantki antysowieckiej w Polsce?

Jerzy Zalewski: Nie można tak tego ująć, gdyż tamten dokument to prosty, krótki film, będący szkicem do biografii Roja. Korzenie filmu fabularnego, nad którym pracuję, sięgają raczej obrazu „Kadry”, który był poświęcony NSZ. Powstała jedna część z trzech zaplanowanych, pozostałe dwie są nadal w montażu. Wszystko zaczęło się zaś od momentu kiedy spotkałem Jana Białostockiego, wnuka Ignacego Dziewicza, pierwszego dowódcy NSZ. On przekazał mi materiał, około 100 godzin nagrań, które przeprowadził w latach 90. z żołnierzami tej jednostki, dzisiaj już w większości nieżyjącymi.

To był 2005 rok, a dla mnie był to prawdziwy dar od Boga, gdyż nie należę do osób, które dobrze sobie radzą w archiwach. Najpierw powstały „Kadry”, następnie na bazie tych materiałów, przygotowałem dla IPN leksykon poświęcony żołnierzom NSZ. Później przyszła myśl, żeby wykorzystać te nagrania do stworzenia cyklu dwunastu filmów fabularnych opowiadających o tyluż żołnierzach NSZ. Gdy tylko dwa lata temu pojawiła się szansa by urzeczywistnić te plany, to wybrałem właśnie postać Roja, gdyż ma on w sobie duży potencjał do tego by zainteresować współczesnego widza, w szczególności tego młodego.

Dlaczego wybrał pan właśnie jego? W końcu wśród partyzantów nie jeden miał naście lat.

On jest synonimem młodości, to człowiek, który wchodzi w buty starszego brata, którego podziwia, a który zostaje zamordowany. Jego brat Pogoda był szefem partyzantki antyniemieckiej na Mazowszu, a także jednym z dowódców walk z komunistami w 1945 roku w tym regionie. Rój na bazie tamtej partyzantki zakłada własną, kontynuując drogę brata i jednocześnie mści się na nim.

Dzisiaj Rój mógłby być postrzegany trochę jako terrorysta, ktoś kto w naszej cywilizacji ma raczej negatywny wymiar, z drugiej strony, to o co walczy, jest w tamtym czasie zupełnie zdeptane. Patrząc na to z tej perspektywy nie trudno zauważyć, że mamy dziś problem z własną historią i z własną tożsamością. Czasami przypomina mi to sytuację Niemców, choć wynika to z zupełnie innych powodów. Pamiętajmy też o tym, że mówimy o 40 – 50 tysięcznej armii ludzi w lesie! Rój walczy do 1951 roku… Ciężko nie zdać sobie pytanie: „po co on to robi”?

Jakby pan odpowiedział na tak postawione pytanie?

Nasze pytanie świadczy o bezradności wobec tego, co posiadali w sobie tamci ludzie. Oni się nad tym nie zastanawiali, gdyż była to dla niech oczywista walka z okupantem. To co się działo w Polsce w tamtych latach nie było wojną domową, była to po prostu okupacja i utrata wszelkiej możliwej tożsamości, która tych ludzi kształtowała. To poczucie łączy Roja ze współczesnymi ludźmi, bardziej radykalnymi, czasami desperatami, którzy w pierwszej kolejności walczą o własną wolność. On to robi w ramach przestrzeni patriotycznej, polskiej, ten determinizm wynika jednak z tego, że od pewnego momentu także on zaczyna walczyć o własną wolność.

Po zabiciu sowieckich żołnierzy nie ma już dla niego pola odwrotu. Każdy kolejny krok powoduje, że nie ma dokąd wracać. Walczy więc po to żeby nie dać się zabić albo żeby dać się zabić jak najpóźniej. Każde pokolenie ma własną przygodę. Ta, którą wybrał Roj nie była zaprogramowana na zwycięstwo, kończy się więc tak jak się musiała skończyć i dzięki temu zyskuje dodatkowo wymiar, z jednej strony absurdu, z drugie zaś podkreśla wielkość tych postaci. Nie ma tu miejsca na wiarę w trzecią wojnę światową, ani w pomoc sojuszników, jest za to wytrwanie w tym co się zaczęło, w poczucie własnej godności. Wydaje mi się, że o tym jest ta opowieść.

Jak chce pan opowiedzieć tragiczną historię Roja i jemu podobnych, czy chce się pan skupić na jakimś konkretnym momencie z życia bohatera?

Ten film powstanie jako trzy godzinne odcinki i dwugodzinna wersja kinowa. Opowieść zaczyna się w 1944 roku, kiedy słychać wieści o tym, że niedługo mają wejść Rosjanie, a do domu z lasu przychodzi Pogoda. Rój jest młodym chłopcem, którego na odległość od partyzantki trzyma właśnie starszy brat. Następnie oglądamy moment, gdy do tej partyzantki trafia Rój i pełni w niej rolę kuriera. Gdy wchodzą Rosjanie oddział partyzancki jego brata postanawia się rozwiązać. Nie mogą się jednak ukryć, gdyż zdrajcy i donosiciele doprowadzają do tego, że wielu z nich zostaje rozpoznanych i aresztowanych przez UB.

Gdy ocalała reszta grupy odbija aresztowanych, to już nie ma dla nich odwrotu. Między majem a sierpniem 1945, trwa na Mazowszu regularna wojna. Jesteśmy świadkami ponownego rozwiązania oddziału, w tym czasie Rój przebywa w wojsku, do którego, dla jego własnego bezpieczeństwa, wysłał go brat. Będąc tam dowiaduje się, że Pogoda zostaje zastrzelony przez niemieckich żołnierzy. Rój ucieka z wojska i tworzy oddział, który od października 1945 do kwietnia 1946 roku jest w ciągłej walce. Film kończy się jego śmiercią. W filmie obserwujemy więc skrót sześciu lat jego życia.

Wokół Narodowych Siłach Zbrojnych narosło wiele legend, w większości niezbyt pochlebnych.

Jeżeli chodzi o NSZ to wyrażano się o nich tylko jako o bandytach, faszystach, antysemitach. Ci ludzie po wojnie byli wdeptani w ziemię tak ideowo jak i fizycznie. Bardzo łatwo było zbudować taką formułę, ponieważ NSZ jest formacją wojskową, wynikającą z przedwojennej endecji. Zawsze istniał pewien sojusz pomiędzy AK a siłami lewicowymi w sprawie oceny tej formacji politycznej.

Do tego dochodzi stosunek do polskich Żydów, endecy byli bowiem pragmatykami i walczyli o miejsce w miastach, o przejęcie zawodów, które do tej pory były zdominowane przez Żydów. Był to więc konflikt społeczny, a nie narodowy. Po wojnie komuniści świetnie to wykorzystali i stworzyli mit żołnierzy NSZ jako polskich „Niemców” i „faszystów”

Czy ta propaganda została pana zdaniem przeniesiona także na grunt III RP?

Wydaje mi się, że III RP słynie z tego, że w bardzo ograniczonym stopniu zajmuje się historią. Nie ma się temu co dziwić, gdyż kształt naszego państwa jest rezultatem niedobicia komunizmu. Ciężko w ogóle używać w stosunku do niej określenia III RP, gdyż jest ona de facto PRLem bis. To, że nam się teraz lepiej żyje, zostało okupione kosztem pamięci, wyrównania rachunków, normalnej struktury społecznej, która mogłaby powstać gdyby się karało za winy, a nagradzało za cnoty.

Zastanawiam się, jaki będzie odbiór pana filmu. Czy nie obawia się pan, że zanim dojdzie do jego kinowej premiery, zostanie pan zmieszany z błotem już za samo podejmowanie tego tematu?

Rozumiem, że takie ataki wychodziłyby z ust tych, którzy przez lata gloryfikowali komunistów? Jeśli tak, to nic by mnie one nie obchodziły. Bardziej interesuje mnie widz, który w tę przygodę „wejdzie” i choć na chwilę poczuje się Rojem i przez to zostanie zmuszony zastanowić się nad tym, jak to jest znaleźć się w sytuacji ostatecznej, a mimo to zachować dzielność i to mając tak niewiele lat.

Czy przy pracy nad filmem korzystał pan z pomocy historyków?

Oczywiście, scenariusze filmowe, „Kadry” i wspomniany Leksykon, nie powstałyby bez wydatnej pomocy historyków: Leszka Żebrowskiego, chyba najlepszego specjalisty od NSZ w Polsce, Wojciecha Muszyńskiego, prof. Jana Żaryna. To są ludzie, którzy na bieżąco oglądają moje prace i mnie wspomagają.

Często krytykuje się reżyserów za to, że tak rzadko podejmują tematy historyczne, w szczególności te dotyczące XX wieku. Z jakimi problemami boryka się pana zdaniem polskie kino historyczne?

Nie jestem zwolennikiem filmów historycznych, które są tworzone z myślą o edukacji. Od tego jest szkoła i książka. Kino jest formą sztuki i jako takie powinno przemawiać do ludzi. Edukacja to niestety zaniedbany etap, którego już nie odrobimy, a na pewno nie zmienię tego ja i mój film. Niedawno spotkałem recenzenta filmowego, który zagadnął mnie o to czy kręcę film historyczny. Odpowiedziałem mu, że się myli, że robię film współczesny, przygodowy. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to znajdzie się on w kinie pod koniec roku 2010 lub też na początku 2011.

Walka o pamięć, o sens naszych dziejów trwa. Sądzę, że będzie to ciekawy kontekst, kiedy w zbliżonym czasie ukaże się mój obraz i „Westerplatte” Pawła Chochlewa. Bardzo chciałbym zobaczyć takie zestawienie, mój Roj i opowieść reżysera o tym jak chłopaki z Westerplatte pili wódkę, sikali na portrety i byli tchórzami. Trzeba przyznać, że taka postawa twórcy to uczciwe podejście do sprawy i jakie przy tym pożyteczne! Nie sądzę żeby mój film był brązownictwem, bohaterami opowieści będą energiczni, młodzi ludzie, którzy swoim życiem udowadniają, że nawet w najgorszej sytuacji można się zachować godnie. Kino ma być dziełem sztuki, ale dziełem, które nie może kłamać.

Mówiąc o filmach historycznych miałem na myśli kino, które podejmuje tematy historyczne, ważne dla społeczeństwa, kształtujące tożsamość. Nie uważa pan, że ta działka jest trochę zaniedbana?

Tej działki w ogóle nie ma. W III RP głównym problemem reżyserów jest to, by przekonać producentów do wyłożenia pieniędzy na ich pomysły, dlatego przedstawiają im takie, na których ci będą mogli zarobić. Jeżeli reżyser jest także producentem, a jest to niezmiernie rzadka sytuacja, to tym bardziej będzie się martwił o to by na tym nie stracić. W jednym i drugim przypadku film będzie tylko środkiem do osiągnięcia zysku, co w większości przypadków oznacza, że nie będzie zbyt ambitny. Nie ma się więc co dziwić, że powstają wielkie „dzieła” o młodych ludziach i miłości albo coś z modnymi wątkami dotyczącymi homoseksualizmu bądź tolerancji. Czyli mówimy o samych „odważnych”, niepoprawnych tematach, na które pójdą tłumy. Popularne są też filmy o tematyce żydowskiej, które wszystkich poruszą, bo wiadomo, że ludobójstwo dotyczyło tylko Żydów…

Tak się stało, że ja jestem i reżyserem i producentem, a tę drugą funkcję pełnię tylko dlatego, żeby móc pełnić tę pierwszą. Jeśli do tego wszystkiego dołożymy fakt, że kino polskie jest na poziomie korupcji i mentalności polskiej piłki nożnej, to ciężko krytykować reżyserów za to, że nie robią ważnych filmów. Reżyser jako artysta musi być człowiekiem odważnym, a ja w tej branży nie widzę takich ludzi.

Rozmawiał Petar Petrovic, dziennikarz Polskiego Radia i współpracownik portalu Fronda.pl

źródło: Fronda.pl

"KADRY - film o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych"

część.1

"Elegia na śmierć 'Roja'"

wtorek, 27 października 2009

"The Soviet Story"

"Patet omnibus veritas, nondum est occupata. Multum ex illa etiam futuris relictum est"

Seneka

"The Soviet Story" to wstrząsający dokument o współpracy Gestapo z NKWD przed 1941 rokiem. Film opowiada o sowieckim terrorze wewnętrznym, o zabijaniu własnych obywateli "na skalę przemysłową", o sztucznie wywołanym Wielkim Głodzie na Ukrainie (Hołodomor), o mordzie w Katyniu, o współpracy gospodarczej i militarnej hitlerowskich Niemiec i stalinowskiego ZSRS, o masowych deportacjach, o eksperymentach medycznych dokonywanych na więźniach Gułagów, a także o odradzającym się współcześnie faszyzmie w Rosji.

Prace nad filmem trwały ponad 10 lat. Nakręcony został przez Łotysza Edvins'a Šnore - łotewskiego politologa, który jest również autorem scenariusza oraz reżyserem filmu.

W obrazie wykorzystano unikalne zdjęcia i fragmenty filmów archiwalnych z tamtych lat.

"The Soviet Story" zawiera wywiady z zachodnimi jak również rosyjskimi historykami, ekspertami i politykami: Normanem Davisem, Borysem Sokołowem, pisarzem Wiktorem Suworowem, Władimirem Bukowskim, ostatnim przywódcą ZSRS Michaiłem Gorbaczowem, byłym pułkownikiem GRU (Głównego Zarządu Wywiadu) ZSRS Władimirem Karpowem, członkami Parlamentu Europejskiego, jak również ofiarami sowieckiego terroru.

Film odłożony na półki w telewizjach państw Unii Europejskiej (w tym niestety również i w Polsce) opowiada nie tylko o przeszłości, ale także o tym, jak przemilczanie sowieckich przestępstw odbiło się na teraźniejszej wizji historii w Europie.

Państwowa rosyjska telewizja "Wiesti", przed wizytą premiera Putina na Westerplatte pokazała film "Sekrety tajnych protokołów" - oskarżający Polskę o pakt z hitlerowskimi Niemcami. Telewizja Polska kupiła prawa do emisji filmu "The Soviet Story" w 2008 roku, do tej pory film, który zadał by kłam rosyjskiej wersji historii nie został wyemitowany. Należy zadać pytanie: DLACZEGO?

Ryszard Kapuściński


Film do pobrania

część 1.

część 2.

część 3.

Należy pobierać jako "Free user". Pomiędzy pobraniem kolejnych części - w opcji darmowej - musi upłynąć 15 minut. Po pobraniu wszystkich plików należy je zaznaczyć na dysku komputera i rozpakować programem archiwizującym (np. WinRar).

źródło: strona główna klubów Gazety Polskiej